Oto fotograficzna dokumentacja z renowacji mojego 6.
Pierwszy etap prac – czyli gruntowna rozbiórka – został wdniu 27.10.2006 r. zakończony.
Oczywiście fotek jest dużo więcej, na początek ograniczyłem się do tych bardziej „charakterystycznych” ;)).
Demontaż poszczególnych elementów, biorąc pod uwagę, iż niektóre z nich zostały zamontowane ponad 25 lat temu
i nigdy nieodkręcane przebiegał całkiem sprawnie. Nawet bez większych problemów udało się zdemontować
rynienki dachowe, przewody paliwowe, oraz belki zawieszeń (polecam nowe WD-40, jest rewelacyjne).
Użycie bardziej drastycznych narzędzi w postaci szlifierki kątowej okazało się niezbędne jedynie przy
złączu jednego z przewodów hamulcowych oraz jednej lampce oświetlenia tablicy rejestracyjnej.
Kolejność demontażu była dość przypadkowa. Po prostu jak znudziły mi się np. prace przy wnętrzu,
zabierałem się za silnik, albo schodziłem do kanału. Jak już miałem dość oglądania "połamanej podłogi"
wychodziłem z podziemia i zabierałem się za blachy lub coś innego...

Ale zacznijmy od początku i kilku fotek jak przedstawiało się moje BMW 635csi wyprodukowane w listopadie 1980 r.

Po szybkich naprawach mocowania tylnego mostu oraz wydechu, które to opisałem w poprzednich foto-story,
planach pozbycia się szpachli na tylnym błotniku oraz polakierowania lewego boku nadszedł czas zadumy....
Co osiągnę przeciągając nieco czas do i tak koniecznego kompleksowego pozbycia się rdzy.
Biłem się z różnymi myślami, rozważałem także możliwość zakupu nowszego egzemplarza, ale.....

.....i tutaj powinna zostać zamieszczona długa lista plusów i minusów, każdego z w/w wariantów :)).

W końcu decyzja zapadła: Rozbieramy to co mamy i zobaczymy co będzie!

Podczas prac były różne wzloty i upadki, momenty triumfu i zniechęcenia oraz wielokrotne zmiany koncepcji wyglądu autka.
Rówież dokonane już naprawy potraktowałem jako trening ze szlifierką i migo-matem, przed mającym nastąpić rozwojem akcji.
Pokierowałem się tutaj znaną maksymą Alfreda H., iż należy zacząć od totalnej rozpierduchy, a później emocie mają rosnąć ;)).
Tak więc suma sumarum, również opisany w poprzedniej dokumentacji wydech i short-shift nie doczekały się
oficjalnej premiery na żadnym zlocie w sezonie A.D. 2006. Dalszy przebieg prac przedstawiam poniżej.
Tak w skrócie przypomnę, iż zacząłem od pozbycia się szpachli z tylniego lewego błotnika przy pomocy młotka i przecinaka.
Przy okazji wyszło także kilka innych "drobiazgów" jak dziwne zaprawki, popłamana podłoga bagażnika itp...

W końcu nadeszła pora pozbycia się szyb. Ze względu na to, iż były one w niezłym stanie, a do tego wyglądały na fabryczne
zawołałem "fachowców" z firmy zajmującej się od kilku lat szybami samochodowymi. Pomysł podsunął mi zresztą lakiernik,
który już kilkakrotnie korzystał z usług tej firmy. Pojechałem po ekipę od de'montage i przywiozłem ich do mojego garage.
Popatrzyli, pooglądali i wzieli się do roboty. Oczywiście uprzedziłem ich o konsekwencjach jak coś pójdzie nie tak, iż przednia
szyba kosztuje kilka kilo PLN'ów, zamienników brak, a o używki ciężko :)). Ekipa lekko jakby zbladła, ale obyło się bez strat
i szyby zostały szybko i sprawnie wyjęte. Swoją drogą dość ciekawą techniką. Cóż człowiek się całe życie uczy...
Poniżej jeszcze "ciekawa" technika malowania przedniego zderzaka, cykl spotkań "w cztery oczy z rudą"
oraz tabliczka z kolorem lakieru, która potwierdziła moje wcześnijsze ustalenia. Kolor mojego 6 to Brasilbraun Metallic (Nr 154).

Chyba najcięższą pracą było wyciągnięcie silnika. Opracowanie szczegółowego planu działania w tej kwestii zajęło mi kilka dni.
W końcu trzeba było wcielić plan w życie. Udałem się do marketu budowlanego "jednej z wiodących sieci" i zakupiłem
elektrycznego rugcuga :)). Następnie przytwierdziłem go metodą mig-mag do belki stropowej i po wcześniejszym pozbyciu się
przednich kół, części osprzętu silnikowego oraz odkręceniu maski, wału napędowego, skrzyni biegów i przedniej belki od nadwozia
przystąpiłem do podnoszenia karoserii. Przy okazji dokonałem kolejnego "odkrycia". Zgadnijcie, które to foto?? :))
Następnie wyciągnąłem spod samochodu to co zostało na podłodze i operacja wyciągania silnika została zakończona.
Opuściłem karoserię i założyłem wykonane wcześniej "zawieszenie serwisowe". Uff... Gotowe!....

Po demontażu przodu, przyszedł czas na tył. Tutaj było znacznie mniej roboty. W zasadzie odkręcenie kół,
dwóch śrub mocujących belkę tylną przy pomocy metrowego klucza (inaczej nie było szans na ruszenie ustrojstwa),
poduszki tylnego mostu, amorków oraz linek i przewodów hamulcowych. Ufff... Wszystko to zajęło około godzinki.
Zajęło by znacznie mniej gdybym nie musiał instruować Dawida przez CB jak do mnie dojechać po skrzynię :))

Większość prac pierwszego etapu została już zakończona. Zostało kilka drobiazgów we wnętrzu takich jak:
kolumna kierownicza, pedały, nagrzewnica, podnośniki szyb, serwo oraz elektryka. Ale w końcu też to zostało wyciągnięte.
Również zostały usunięte takie drobiazgi jak przewody i zbiornik paliwa oraz pozbyłem się w końcu kilka gratów z garage.
Poniżej przedstawiam przegląd tych elementów, które być może uda wykorzystać się w dalszych pracach...

Teraz kolej na oględziny i inwentaryzację posiadanych części oraz przygotowanie listy braków. Mam nadzieję,
że nie będzie ona bardzo długa, bo większość drobiazgów udało mi się już zdobyć :)). Czas także na dopracowanie
konkretnej koncepcji wyglądu auta. Ogólny zarys już chyba mam.... Tymczasem kilka fotek podwozia,
czyli spotkań "w cztery oczy z rudą" part II oraz przegląd wykonanych wcześniej "GENIALNYCH" napraw blacharskich...

Pierwszy etap renowacji uważam za zakończony. Na koniec jeszcze kilka fotek karoserii po usunięciu tzw. "WYPEŁNIACZY".
PAMIĘTAJCIE, przy zakupach miejcie się na baczności - SILIKON i inne "zamienniki" blachy są wszędzie...


Powered by Macias' Garage © 2006